JUTRO...
Pani Iza nie poznaje pani Danusi. Nie rozmawiają. Pani Danusi trzy razy przez ostatnie trzy dni różne rzeczy leciały z rąk: słoik z miodem, doniczka z grudnikiem a na koniec filiżanka z gorącą herbatą. Eh! Co dzień miała przymusowe sprzątanie podłogi... A wczoraj - wczoraj podczas burzy - piaskiem sypnęło jej w oczy. Hmm... Pani Danusia mówi, że chyba ktoś jakiś urok rzucił czy coś...
A może... może ona musi zrobić jakieś większe, życiowe, takie generalne sprzątanie? Schylić się, pochylić (nad kimś?) i uporządkować ważne, ludzkie sprawy? Miód-ziemia-woda... Może czegoś nie widzi, nie dostrzega kogoś?
Pani Iza mówi, że nic jej się nie chce. Siedzi całe dnie przy oknie, pije kawę, pali papierosy i rozwiązuje krzyżówki. Duma nie wiadomo nad czym. Ot, całe jej życie. A kiedyś? kiedyś była w niej elan. Teraz patrzy, jak bałagan z dnia na dzień rozrasta się. Patrzy... i wszystkie prace domowe odkłada na jutro. Ma nieustanną chandrę.
Jutro? Hmm... Zawsze mamy jakieś jutro.