HUMANISTKA BEZ KASY
Odkąd pamiętam zawsze chciałam być humanistką. Myślicielką, nauczycielką, pisarką, kompozytorką etc. Chciałam być człowiekiem renesansu, co to zainteresowania ma rozmaite, wiadomo: kultura-sztuka-filozofia, a i ciągoty artystyczne jako takie przejawia. Kiedy przed wieloma laty zdecydowałam się na studiowanie kulturoznawstwa pan Tadeusz (muzyk) zapytał: "Wszystko ładnie-pięknie, ale czy z tego będą pieniądze?" Odpowiedź mimo upływu lat wciąż jest ta sama: "Nie".
No właśnie. Z roku na rok w tej kwestii niewiele się zmienia. Jak kasy nie było, tak nie ma. Permanentny debet na koncie coraz bardziej mnie uwiera. Blokuje w roztaczaniu humanistycznych wizji i poszerzaniu pola zainteresowań. Bo kiedy pieniędzy nie ma, to myśli się głównie o nich. O tym, jak je mieć. A kultura-sztuka-coś tam - niestety - idą w odstawkę...
Głowa pełna myśli, cudzych i własnych... w kieszeni kilka dyplomów szkół różnych... liczne pomysły i wspaniałe marzenia... moje całe życie... i co? I nic. Wielkie zero na koncie.
Humanizm. Piękne słowo.