NIE CHCĘ MI SIĘ Z TOBĄ...
Zrobiłam to. Po wczorajszym przypadkowym spotkaniu pani K. i jej bezczelnej próbie układania mi życia, postanowiłam zakończyć definitywnie tę naszą koszmarną znajomość. Ja postanowiłam. I ja to zrobiłam.
Rano wysłałam pani K. maila. Spokojnie, uprzejmie, acz rzeczowo i krótko napisałam, że nie życzę sobie ani jej złotych rad, ani żadnych kontaktów z nią. Koniec.
Uff!
Powinnam jeszcze zakończyć parę innych znajomości. Znajomości, które ciążą, wprowadzają zamieszanie i depresję. Chyba już jestem gotowa podjąć jedyną słuszną decyzję. Otwarcie powiedzieć: "nie". Nie chcę mi się z Tobą gadać. Albo jakoś tak.
Boże, jaką niepojętą ochotę i ducha odwagi w sobie czuję, by wypisać się z układów, które od dawna mnie wkurzały. Hamowały i ustawiały w pozycji podporządkowanej. To ja byłam dla innych, nie inaczej. Koniec. Chcę wyjść z szeregu. I... wychodzę.
Cudowne uczucie!