A głowa boli
Ano boli. Już od kilku dni. Rano, w południe i wieczorem. Tylko nocą nie boli. Albo nie wiem, że boli, bo nocą śpię. Dobrze, że chociaż - mimo tego bólu głowy - jednak śpię.
Żyję. Myślę. Rozmyślam i zmyślam. Dojrzewam. Czuję. Czuję, że jeszcze moment i rozpocznę pisanie. Prawdziwe pisanie.
Własne, prywatne magnum opus napiszę niebawem. Rozpiszę i wypiszę się cała. Zdejmę z siebie wszystko. Wyrzucę każdą myśl. Może wreszcie poczuję się wolna? Wolna od ciężaru świadomości bycia sobą, bycia mną.
Chyba jakaś Atena w głowie mi siedzi... i czeka na moment narodzin.